Nasza kochana, choć wredna bo uzależniona od zbierania niejawnych informacji zaprzyjaźniona osa, nie mogła ostatnio spać. Męczyło ją dlaczego Bartosz Arłukowicz, ten nowy nabytek Platformy Obywatelskiej, tak ostentacyjnie popełnia samobójstwo. Dlaczego zapowiedział dynamiczne działania, ale nic nie robi. Ba! Pokazał się dopiero po miesiącu. I rzucił program miliona pomysłów... Czyli nic.
Dlaczego pozwala by media (te, które mają odwagę) drwiły z zapowiedzi premiera Tuska, że już wkrótce poznamy efekty pracy ministra do spraw walki z wykluczeniem.
Poleciała więc osa, po śniadanku w Łazienkach Królewskich, do kancelarii premiera w Warszawie. Siadła na parapecie gabinetu ministra Arłukowicza i zaczęła nasłuchiwać.
Nie trzeba było długo czekać na efekty. Po pół godzinie oczom naszej osy ukazał się świeżo upieczony minister z telefonem komórkowym w dłoni. Wybrał rozmówcę, wcisnął klawisz "połącz" i z napięciem wpatrywał się w ekran. Po kilkunastu sekundach zrezygnowany odłożył aparat.
W tym momencie wchodził właśnie do gabinetu jego asystent.
- I co? Nic?
- zapytał.
- Tak, nie odbiera
- padła odpowiedź.
A u was? Macie coś?
- dopytywał były śledczy z komisji hazardowej, obecnie towarzysz partyjny Mira i Zbycha.
Też nic, jego sekretarka mówi, że oddzwoni jak znajdzie czas, ale jest bardzo zajęty. Dzwoniłem już pięć razy
- mówił młody asystent.
Arłukowicz wybuchnął:
Do czego to podobne?! Jak o mnie zabiegał, to odbierał każdy telefon, jego sekretarka przypominała trzy razy o spotkaniu? A teraz? Myśli, że już mnie ma, że kupił, że może mieć gdzieś?! Jak ja wyglądam przed ludźmi? Myśli, że już nie mam ruchu, że muszę być z nim?
- pieklił się minister. Zapadła cisza.
Obawiam się, że ma rację, tak - musi pan tu trwać. Nie ma pan ruchu do wyborów, a i potem długo nie
- odpowiedział odważnie współpracownik.
Arłukowicz zrezygnowany, zgaszony, machnął ręką. Zrozumiał, że on też został przez szefa rządu uwiedziony, że wokół niego też odtańczył swój taniec, a po skonsumowaniu związku, porzucił. I były polityk lewicy popełniał błąd lekkomyślności kiedy jeszcze niedawno mówił" "My z premierem...". Nie ma żadnych my. Dzień po nominacji Tusk przestał się ministrem interesować. Pozostają mu więc tylko działania pijarowskie.
Czyli potwierdzają się najczarniejsze spekulacje, że Arłukowicz został już sprowadzony do szeregu. Że teraz ma zrozumieć, że też jest paprotką, tyle, że rodzaju lewicowego
- pomyślała nasza osa, zadumana nad potęgą ludzkiej naiwności, wyruszając na łowy do pobliskiego Sejmu.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/114921-osa-nadaje-90-tajemnica-dlugiego-milczenia-arlukowicza-wyjasniona-premier-go-unika-nie-odbiera-telefonow
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.