Czytelnia wPolityce.pl poleca książkę prof. Roberta de Mattei "Dyktatura relatywizmu"

Wydawnictwo PROHIBITA
Wydawnictwo PROHIBITA

Specjalnie dla czytelników portalu wPolityce.pl publikujemy fragment bardzo odważnej książki włoskiego prof. Roberta de Mattei pt. „Dyktatura relatywizmu" (Wydawnictwo Prohibita, Warszawa 2009).

Na czym polega dyktatura relatywizmu?

Wartości nie podlegające dyskusji: życie, rodzina, edukacja

Europa ma nie tylko granice geograficzne, ale również moralne. Chodzi tu o te zasady i wartości, które Benedykt XVI niejeden raz określił jako „nie podlegające dyskusji".

W swoim przemówieniu do przedstawicieli Europejskiej Partii Ludowej z 30 marca 2006 roku, papież przypomniał o istnieniu „zasad, co do których żadne negocjacje nie są możliwe", opisując je tymi słowami: „troska o życie we wszystkich jego stadiach, od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci; uznanie i promocja naturalnego modelu rodziny jako związku między mężczyzną i kobietą, opartego na małżeństwie, jak również jego obrona przed tendencjami do zrównywania w prawach z innymi związkami, które przyczyniają się do jej destabilizacji; wreszcie ochrona prawa rodziców do wychowania własnych dzieci". A zatem prawo do życia, prawo do prawdziwej rodziny, wreszcie do zapewnienia potomkom odpowiedniego wychowania. (...)

Podstawy prawa naturalnego

Kiedy mówimy o wartościach, co do których nie ma i nie może być dyskusji, mamy na myśli wartości o charakterze absolutnym i uniwersalnym. To, że są uniwersalne, oznacza, że obowiązują zawsze i wszędzie, niezależnie od czasu i miejsca: jeśli zgodzimy się, że mogą podlegać modyfikacji w zależności od powyższych warunków, oznaczać to będzie, że zgadzamy się na poddanie ich relatywizacji.

Na jakich podstawach opiera się zatem niepodważalność i powszechność wspomnianych zasad? Mają one swe źródło w ludzkiej naturze, która nie podlega przemianom i pozostaje taka sama niezależnie od okoliczności. Jednym słowem, wartości, o których mowa, wywodzą się z prawa naturalnego. (...)

Kolejne etapy postępującej rewolucji: przejście od prawa naturalnego do praw nowoczesnych

Przez długie wieki, aż do rewolucji francuskiej, prawo naturalne stanowiło fundament społeczeństwa. Jak zatem doszło do stanu, w którym jest ono negowane, a często po prostu się o nim zapomina?

Pierwszym etapem odrzucenia tego porządku była próba oparcia praw człowieka na rozumie ludzkim. Wyjątkowo radykalną manifestację tej koncepcji stanowiła Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z roku 1789. Był to przykład procesu intelektualnego, który czerpał z dorobku filozofii oświeceniowej, a w jeszcze głębszych podstawach z doktryny Hugona Grocjusza (1583–1645) oraz Wilhelma z Ockham (ok. 1290–1349). Deklaracja ta, całkowicie w swym duchu różna od współczesnej sobie Deklaracji amerykańskiej, jest prawdziwym źródłem totalitarnych demokracji XX wieku. W minionym stuleciu ostatnią próbą znalezienia dla praw człowieka uzasadnienia we właściwościach rozumu była koncepcja Hansa Kelsena (1881–1973). Według tego austriackiego prawnika, waga systemu prawnego opiera się na samym fakcie „obowiązywania" jakichś norm, to jest ich zdolności do tworzenia i uzasadniania faktów. Źródłem prawa może być zatem według niego wyłącznie norma prawa pozytywnego (Grundnorm), pozbawiona jakiejkolwiek podstawy metafizycznej czy moralnej, ponieważ „tylko taki system normatywny ma charakter nadrzędny, jako najwyższy autorytet". W ten sposób procedury prawne zastępują moralność i prawo naturalne.

Wystarczy raz odrzucić naturalne i metafizyczne podstawy prawa, to jest raz zwątpić w istnienie praw obiektywnych, by zobaczyć i wykazać, jak kruche i niestabilne są normy, które opierają się wyłącznie na podstawach racjonalnych. Jeśli fundamentem praw człowieka nie jest prawo natury, ale prawo pozytywne, czyli ustanowione przez człowieka, można w konsekwencji sfabrykować każde inne „nowe" prawo, nawet najbardziej głupie lub okrutne.

Paradygmat postmodernistyczny: prawa reprodukcyjne

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z roku 1948, która po II wojnie światowej była źródłem legitymizacji działań ONZ, w naszych czasach staje się katalogiem „praw" całkowicie nowego rodzaju: aborcji, antykoncepcji, eutanazji, obowiązkowej edukacji seksualnej, orientacji seksualnej, „zdrowej reprodukcji" i tak zwanych „praw reprodukcyjnych". Pojęcia te na trwałe zagościły w słowniku pojęć demograficznych podstawowych organizacji międzynarodowych na czele z ONZ i Unią Europejską.

„Zdrowa reprodukcja" jest terminem oznaczającym chęć sprawowania kontroli nad procesem przekazywania życia w ten sposób, by zagwarantować jednostce bezpieczne i satysfakcjonujące życie seksualne, a także kontrolować poziom płodności i ją „planować".

Termin „prawa reprodukcyjne" został po raz pierwszy użyty w roku 1994 podczas Międzynarodowej Konferencji w Kairze pod hasłem „Ludność i rozwój", zastępując pojęcie „planowania rodziny". W rzeczywistości jednak prawa do rzekomej „reprodukcji" oznaczają coś zupełnie przeciwnego: prawo do nierozmnażania się, a także zgodę polityków na edukację seksualną, aborcję, antykoncepcję i sterylizację.

Z wyżej wymienionymi terminami ściśle złączona jest nowa filozofia tak zwanych „gender", wypracowana podczas zgromadzeń odbywanych pod auspicjami ONZ, zwłaszcza w Kairze (1994) i Pekinie (1995). Za pomocą kategorii „płciowości", postmodernistyczna myśl neomarksistowska neguje istnienie natury ludzkiej trwałej i niezmiennej. „Płciowość" jest dla nich kategorią z dziedziny socjologii, nie zaś biologii. Jako że człowiek jest postrzegany jako „struktura" materialna, będąca jednym z ogniw w łańcuchu ewolucji, rozróżnienie pomiędzy męskością a kobiecością nie bierze się z samej natury, ale jest wypadkową dominującej na danym obszarze kultury, która stwarza i przypisuje „role" mężczyźnie i kobiecie. W tym kontekście wzywa się do przebudowy społeczeństwa i odwrócenia ról, jakie poprzednie stulecia przeznaczyły obu płciom, a także do likwidacji małżeństwa, macierzyństwa i rodziny.

Konsekwencjami tej prawdziwej, swoistej „rewolucji kulturowej" jest zanik wszelkiej trwałej „tożsamości" człowieka, przebudowa rodziny na taką modłę, by nie stanowiła „miejsca opresji" dla kobiet i „nieletnich", redukcja życia ludzkiego do poziomu czysto materialnego i biologicznego, czyli statusu rzeczy, które można wykorzystać w laboratorium; jednym słowem, stworzenie nowej utopii podobnej do tych, które w minionym stuleciu spowodowały nieobliczalne straty cielesne i duchowe.

Negacja tradycyjnego modelu rodziny jest obowiązkowo wpisana w plany wszystkich rewolucyjnych utopii, ponieważ taka właśnie rodzina zapewnia organiczną i harmonijną strukturę społeczeństwa i relacji międzyludzkich, w przeciwieństwie do modelu „antyrodziny" opisanego powyżej. Środowisko rodzinne w godny podziwu sposób odbija jedność, różnorodność i hierarchiczność wszechświata oraz umacnia zasady moralne, które powinny dominować w społeczeństwie.

W swoim dziele zatytułowanym „Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa" (1884), towarzysz Karola Marksa, Fryderyk Engels (1820–1895), próbuje udowodnić, że pochodzenie, istota i charakter rodziny nie są naturalne, ale czysto historyczne, a zatem względne. Z perspektywy marksistowskiej nie istnieje duch, który przenika materię: wszystko, co istnieje, jest ożywione wyłącznie za pośrednictwem ciągłego ruchu, stąd nic nie jest trwałe, ale wszystko się zmienia w nie kończącym się procesie. Engels podkreśla, że rodzina jest strukturą przestarzałą, powołaną do istnienia i narzuconą przez społeczeństwo burżuazyjne; w społeczeństwie bezklasowym, to znaczy z gruntu anarchicznym, przewiduje on definitywne zniknięcie rodziny, własności prywatnej, a na końcu państwa.

Upadek Muru Berlińskiego wcale nie oznaczał końca tej koncepcji, która w formie jeszcze bardziej zaawansowanej jest obecna w postmodernistycznym marks-strukturalizmie. Pogląd ten neguje istnienie niezmiennej natury ludzkiej oraz istnienie praw powszechnych i wspólnych, z drugiej natomiast strony podkreśla możliwość dialektycznej koegzystencji praw, które pozostają ze sobą w ciągłym konflikcie. Patrząc z tej perspektywy, człowiek nie posiada cech doskonałości dzięki ich potwierdzeniu w prawie naturalnym, ale wyłącznie dzięki wyzwoleniu z jakichkolwiek instynktów, uczuć i pragnień. Z prawami człowieka ściśle łączą się wymienione wyżej prawa kobiet, dzieci, pederastów, lesbijek i niepełnosprawnych, ale także prawa chorych psychicznie, ludzi z marginesu, skazanych. Każda kategoria, każda grupa i każdy kolektyw nabywa jakieś nowe prawo. Posiadacze tych praw tworzą zatem obowiązkowe w sensie przynależenia zbiorowości, o charakterze odhumanizowanym i bezosobowym, na podobieństwo roślin, zwierząt, środowiska, ziemi, biosfery czy nieokreślonych przyszłych pokoleń.

Rola lobbies w kreowaniu konsensusu

Jeśli zgadzamy się z zasadą, że podstawą wszelkiej legislacji nie jest prawo naturalne, ale norma prawa pozytywnego, właściwym źródłem tego prawa jest w rzeczywistości wola jego twórców. Przy tworzeniu nowych norm ich twórcy przedstawiają się jako interpretatorzy rozmaitych zmian kulturowych i społecznych, co do których sądzą, że powinny być przetworzone na język prawniczy na bazie „konsensusu". Można zatem powiedzieć, że rzeczywistymi prawodawcami są „twórcy konsensusu": rozmaite organizacje i grupy zajmujące się lobbingiem, które odgrywają dziś dokładnie taką samą rolę jak podczas rewolucji francuskiej loże masońskie i kluby rewolucyjne.

Przedstawiciele tych stowarzyszeń są dziś siłą sprawczą organizacji międzynarodowych. Rady, komisje, agencje i organizacje pozarządowe pełnią funkcję grup nacisku, powołanych do odgrywania wiodącej roli w procesie tworzenia wspomnianego wyżej „konsensusu", konceptu wywodzącego się z rewolucji kulturowej ostatniego trzydziestolecia i przedstawianego jako „postęp", którego uprawnionymi promotorami i interpretatorami są właśnie organizacje międzynarodowe. Szczególnie widoczna jest rola lobbies w opartych na konsensusie procesach decyzyjnych wewnątrz Organizacji Narodów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

Jednym z najaktywniejszych międzynarodowych lobby jest ILGA (International Lesbian and Gay Association), skupiająca kilkaset grup homoseksualnych i lesbijskich z całego świata. Znana jest ona z prowadzenia kampanii na rzecz tak zwanych „praw" gejów i regularnie przedstawia rozmaite petycje w tym zakresie adresowane do instytucji międzynarodowych i rządów krajowych. ILGA jest także pierwszym ciałem, które jako organizacja pozarządowa uzyskało „status konsultanta" przy Narodach Zjednoczonych, ale zostało go pozbawione w roku 1994 z powodu oskarżeń o wspieranie i promowanie pedofilii. W lipcu 2006 roku ONZ ponownie odmówiła jej przyznania wspomnianego statusu, jednak jednocześnie udzieliła go europejskiej gałęzi tego ruchu, która ma analogiczny status konsultanta przy Radzie Europy, a także jest akredytowana przy Komisji Europejskiej i przez nią częściowo finansowana. (...)

Kolejny fragment już jutro na wPolityce.pl.

Książkę można nabyć w księgarni Multibook.pl. Kup Tutaj

 

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych